„Nie jesteśmy dla wszystkich” – mówi Tyler Wirken ze swojego studia w Kansas City w stanie Missouri. Jego klienci, jak wyjaśnia, są zazwyczaj bardziej...
Autor:Aimee Baldridge | Opublikowano 5 marca 2013 o godzinie 12:50 czasu wschodniego

Zdjęcie:Tyler Wirken
Zdjęcie:Tyler Wirken
Zdjęcie:Tyler Wirken
Zdjęcie:Tyler Wirken
Zdjęcie:Tyler Wirken „Nie jesteśmy dla wszystkich” – mówi Tyler Wirken ze swojego studia w Kansas City w stanie Missouri. Wyjaśnia, że jego klienci są zwykle bardziej zainteresowani wizerunkami innych osób na weselu niż sobą. „Nie są ludźmi w centrum uwagi” – mówi. To samo można powiedzieć o samym Wirkenie. Zaczynał jako fotoreporter, teraz w dyskretny sposób utrwala dzień ślubu poprzez szczere ujęcia wspólnych chwil. „Poza portretami niczego nie reżyseruję” – mówi. „Jeśli dużo z nimi rozmawiam, wpływam na integralność chwili”.
Wirken nawet schodzi ze sceny, czasami filmując zdalnymi kamerami w kościołach i salach przyjęć. Nie oznacza to jednak, że nie ma osobistych relacji ze swoimi klientami. „Spędzam dużo czasu z moimi parami przed ślubem” – wyjaśnia, „więc zanim tam dotrę, zyskam ich zaufanie”.
Nawiązanie tej osobistej relacji rezonuje z jego klientelą zorientowaną na rodzinę. „Myślę, że mój styl naprawdę tu pasuje” – mówi. „Większość moich klientów nadal mieszka w mieście, w którym dorastali. Ta silna więź rodzinna naprawdę robi różnicę.”
Jego ostatecznym celem jest rozświetlanie długotrwałych więzi, dlatego zostaje z nim do samego końca. „Jeśli uda mi się sięgnąć głębiej i pokazać więcej, kim są ludzie, poza tym, że jest to dzień ślubu, to poczuję, że odniosłem sukces” – mówi Wirken. "Zazwyczaj pod koniec wieczoru to wychodzi. Impreza się kończy, a oni w stu procentach stają się sobą."
Zobacz resztę naszej listy najlepszych fotografów ślubnych 2013 roku.