Olympus chce nieco ułatwić komponowanie przy powiększeniu wynoszącym aż do 1200 mm
Autor:Stan Horaczek | Opublikowano 29 stycznia 2014 r. o godzinie 19:55 czasu wschodniego

Możemy uzyskiwać przychody z produktów dostępnych na tej stronie i uczestniczyć w programach partnerskich. Dowiedz się więcej ›
Kamery Superzoom mają swoje plusy i minusy. Wadą takiego zoomu jest jednak to, że bardzo łatwo jest zgubić obiekt podczas próby przybliżenia. Pole widzenia przy teleobiektywie staje się tak wąskie, że próba uchwycenia obiektu często zamienia się w grę „Gdzie jest Waldo”. Olympus próbuje to naprawić w modelu SP-100, dodając przypominający karabin „celownik punktowy”, który ułatwia nakierowanie aparatu na obiekt.
Po umieszczeniu wyskakującej lampy błyskowej możesz zobaczyć wskazówki na małym ekranie. Umieszczając obiekt pośrodku linii, możesz mieć pewność, że znajdzie się on w kadrze, nawet jeśli znajdujesz się na krańcu teleobiektywu zoomu (który ma równoważny zakres ogniskowych 24–1200 mm). Jest przeznaczony do takich sytuacji, jak obserwowanie ptaków, gdy poruszający się obiekt może być niezwykle trudny do wyśledzenia przy wąskim polu widzenia.
Ma wbudowany wizjer elektroniczny i 3-calowy obiektyw LCD o rozdzielczości 460 tys. punktów, co jest standardem w aparacie tej klasy. Ma oczywiście optyczną stabilizację obrazu i nagrywanie wideo w rozdzielczości Full HD. I podobnie jak wiele innych superzoomów, wykorzystuje mniejszą matrycę CMOS o przekątnej 1/2,3 cala, aby zapewnić taki zasięg.
Ogólnie rzecz biorąc, jest to interesująca próba rozwiązania jednego z głównych problemów aparatów z superzoomem. Znam sporo osób, które kupiły superzoom, ale były naprawdę sfrustrowane próbą wykorzystania całej tej ogniskowej. Chętnie to sprawdzimy, gdy będzie już dostępne. Kiedy trafi do sprzedaży jeszcze w tym miesiącu, będzie kosztować 399 dolarów.
Chcesz więcej wiadomości o Olympusie? Sprawdź nowy OM-D E-M10 za 700 dolarów, który właśnie ogłoszono.