Jego nowa książka (po którą z pewnością warto sięgnąć), Gregory Heisler:50 Portraits:Stories and Techniques from a Photographer’s Photographer, omawia 50 jego zdjęć, w tym omawia technikę i jego ogólne podejście do formy sztuki. Poświęcił trochę czasu, aby z nami porozmawiać i podzielić się niektórymi swoimi strategiami tworzenia portretów naprawdę godnych fotografowanych osób.
Słyszałem, że przed sesją dużo się przygotowujesz. Jak zazwyczaj się przygotowujesz?
Nigdy nie biorę udziału w strzelaniu, po prostu latając. Byłbym bardzo sfrustrowany, pracując w ten sposób. Prawie zawsze mam bardzo przemyślany pomysł. Wiele razy faktycznie ustawiam oświetlenie w moim studiu i ćwiczę. Kiedy więc dotrzemy na miejsce, mamy punkt wyjścia. Czasem trzymamy się jej bardzo rygorystycznie, czasem całkowicie od niej odchodzimy, ale to daje nam punkt wyjścia.
Jak dużo badań przeprowadzasz na temat danej osoby, zanim ją zastrzelisz?
Jeśli mamy czas, staram się porozmawiać z obiektem przed rozpoczęciem zdjęć. Być może przeczytałem fragment, któremu będzie towarzyszyć zdjęcie, jeśli jest już napisany. To zawsze jest bardzo pomocne, ponieważ w pewnym sensie muszą współpracować.
Czy po takim przygotowaniu nadal stwierdzasz, że coś idzie nie tak?
Prawda jest taka, że rzeczy nigdy nie współpracują. Tak się nazywa gra, szczególnie gdy kręcisz w plenerze. W studiu masz kontrolę nad całym swoim otoczeniem, a ludzie wchodzą do Twojego świata. Oczekują, że się oddają. Kiedy pracujesz w terenie, jesteś w ich środowisku. Jesteś w ich świecie. Wchodzą z poczuciem, że mają kontrolę nad całą sytuacją, przynajmniej na początku. Nakłonienie ich do wzięcia ich w swoje ręce staje się pewnym wyzwaniem.
**Jaka jest Twoja osobowość na planie? Wydaje się to kluczową rzeczą, gdy próbujesz nawiązać szybkie połączenie. **
Każdy pracuje inaczej. Dla mnie mój ojciec był sprzedawcą, więc jestem prawdziwym mówcą. W pewnym sensie rozmawiam z ludźmi. Na moich sesjach nie ma dużo czasu. To nie tak, że mam czas, żeby zjeść z nimi lunch i porozmawiać o ich pracy. To naprawdę szybkie.
Co możesz zrobić z tematem, który wyraźnie wydaje się niewygodny? Czy stosujesz jakieś techniki, które pomagają im się rozluźnić?
Staram się im dokładnie powiedzieć, czego się spodziewać. To od razu ich uspokaja. Przychodzą nie wiedząc, ile to zajmie, i martwią się, że będą niewygodne. Dla nich może to być jak wizyta u dentysty. Jeśli dentysta powie Ci, że poczujesz jedynie szczypanie i jak długo to potrwa, uspokoisz się trochę. Maluję dość jasny obraz tego, jak będzie wyglądać sesja i mówię im, do czego dążę. Zwykle dość się relaksują.
Jeśli ktoś mi powie:„Słuchaj, mam tylko 10 minut”, odpowiadam:„OK, za pięć minut cię stąd wyciągniemy”. Pomaga to również odciążyć część presji i pozwala im przystąpić do działania ze świadomością, że koniec jest bliski, mimo że jeszcze nie zaczęliśmy.
Jak myślisz, jak zmieniłby się Twój proces, gdybyś rzeczywiście miał czas, aby usiąść i zjeść z daną osobą lunch przed rozpoczęciem zdjęć?
Nie mogę sobie tego wyobrazić! Nigdy nie miałem okazji [śmiech]. Byłoby jednak dobrze. Dałoby mi to możliwość obserwacji danej osoby przez pewien czas. Widziałem, jakie były ich maniery. Widziałem, jak stoją, jak siedzą, jak gestykulują. Mógłbym je trochę przestudiować podczas rozmowy. Nie chodziłoby tu o treść czatu, która rozjaśniłaby zdjęcie, ale mogłabym poznać temat nieco bliżej.
Więc proces zaczyna się na długo przed chwyceniem aparatu?
Zdecydowanie tak jest. Musisz być spostrzegawczy. Trzeba być elastycznym i trzeba być zwinnym. Nie można wydobyć od kogoś czegoś, co nie wynika z jego własnego doświadczenia życiowego. Jeśli fotografujesz kogoś, kto jest spokojną, poważną osobą, nie sprawisz, że zacznie się śmiać. Jeśli fotografujesz kogoś, kto jest dość towarzyski, może być mu trudno uspokoić się. Musisz popracować nad osobą, która siedzi przed tobą. Na tej podstawie musisz opracować swoją strategię.
Czy możesz podać przykład nieudanej sesji zdjęciowej? Jak to naprawiłeś?
Były takie momenty, że kończyło się to po prostu katastrofą. Miałem sesję z Denzelem Washingtonem i nie mógł być milszy. Mieliśmy już gotowy pomysł. Poprosiliśmy projektanta kostiumów o stworzenie – dużym kosztem – kostiumu, który integrowałby aspekty różnych postaci z jego filmów. Wszedł i powiedział:„Nie mogę tego zrobić”.
Zapytałem go, dlaczego w najgrzecznszy sposób, jaki mogłem, a on odpowiedział:„Nigdy nie wracam do moich bohaterów po zakończeniu filmu. Nigdy nie wracam”. Nic nie możesz na to powiedzieć. To z pewnością słuszne stanowisko. W tym momencie zaczyna się tętniak [śmiech]. Natychmiast zaczynasz panikować.
Jak sobie z tym poradziłeś?
Zapytałem go, czy mógłby się przebrać w jeden z innych garniturów, które tam miał, żebym miał 10 minut na podrapanie się po głowie i zastanowienie się, dokąd iść. Dało mi to czas na kręcenie się po studiu, dopóki nie wymyśliłem drugiego planu. W pobliżu znajdował się cokół, na którym kazałem mu stanąć i wyglądać jak Oscar w swoim czarnym garniturze. Udało się.
**Czy próbowałeś go w ogóle namówić, żeby zachować pomysł? **
Gdybym tylko siedział, wpadał w panikę i był przygnębiony faktem, że nie zamierza zagrać w moją grę, nic dobrego by z tego nie wynikło. Natychmiast wystarczy powiesić lewą stronę i zacząć od nowa. Zawsze chętnie to zrobię. Musisz być zwinny.
Trzeba to opłakiwać bardzo krótko, a potem iść dalej [śmiech]. To trochę tak, jakby etapy żałoby przyspieszyły do około 30 sekund. Najpierw jest zaprzeczenie, potem niedowierzanie. Musisz szybko przez nie przejść i spróbować osiągnąć spokój i rozwiązanie.
Czy trudno jest fotografować aktora, czy też dzięki wyszkoleniu są dobrymi bohaterami?
Najtrudniej jest z aktorami. Zawsze są przyzwyczajeni do znikania w postaci. Najtrudniej jest im pozostać sobą. Spędzają całe życie rozwijając umiejętność maskowania się i stania się kimś innym. Zatem fotografowanie ich z charakterem to jedno, ale zdarza się to rzadko. Najczęściej fotografuję ich jako siebie samych. To dla nich bardzo niewygodna pozycja, ponieważ nie ma postaci, w której mogliby się ukryć.
Jakie wskazówki dajesz na planie? Czy rzucasz niejasnymi sugestiami lub konkretnymi pozami?
To się ogromnie różni. Czasami jest to niewerbalne. Używam odbicia lustrzanego, więc jeśli chcę, żeby skrzyżowali ramiona, po prostu je złożę. Takich sygnałów niewerbalnych jest mnóstwo. Czasami coś zasugeruję, a potem język ich ciała przekształci to w coś innego. Jednak w przypadku innych osób musisz powiedzieć takie rzeczy, jak:„Czy możesz przesunąć lewą brwi o ćwierć cala w górę?” [śmiech]. Dla nich jest to proces mechaniczny. Musisz być naprawdę konkretny.
Najgorsze, co możesz zrobić, to stanąć przed kimś i po prostu powiedzieć:„OK, zrób coś. Rób, co chcesz”. Nigdy nie poszedłbyś do gabinetu lekarza i nie spodziewał się, że powie:„usiądź, jak chcesz”. Powie Ci, gdzie usiąść na stole, kiedy podnieść ręce i wszystko inne. Im pewniej i wyraźniej jest przy Tobie lekarz, tym bardziej komfortowo się czujesz. Myślę, że to samo dotyczy fotografii.
Pozbycie się niezręczności związanej z pozowaniem ludzi naprawdę może być jednym z największych wyzwań w fotografii portretowej.
Jeśli dojdzie do najgorszego, mogę udzielić jednej małej rady:powiedzieć fotografowanej osobie, że musi się poruszyć za każdym razem, gdy naciśniesz migawkę. Nie obchodzi mnie, co robią. Może być 25 okropnych zdjęć, zanim zrobisz dobre. A kiedy znajdziesz coś, co Ci się spodoba, po prostu powiedz im, żeby przestali. Niech się w tym zadomowią. Jeśli się nie poruszą, nigdy nie będziesz miał okazji zobaczyć, co działa.
Jesteś znany z tego, że dużo kręcisz na kliszach wielkoformatowych, na których liczba klatek jest bardzo ograniczona. Czy przejście na technologię cyfrową ułatwiło fotografowanie, dopóki nie znajdziesz odpowiedniej pozy?
Właściwie fotografuję mniej cyfrowo niż wtedy, gdy korzystałem z kliszy. W przypadku kliszy musiałem pokryć ekspozycję i upewnić się, że mam dodatkowe klatki, aby laboratorium mogło przetestować niektóre i tym podobne. Dzięki aparatowi cyfrowemu zamiast myśleć:„Hej, to nic nie kosztuje, mógłbym robić zdjęcia w nieskończoność”, patrzę na tył aparatu i kiedy skończę, mogę zająć się nowym pomysłem. Nie czuję, że muszę dalej strzelać. Pozwala mi zobaczyć moje postępy i informuje mnie, kiedy je osiągnę.
To może być dobra rzecz lub zła rzecz. Myślę, że niektórzy fotografowie zbyt szybko się poddają. Robią zdjęcie i myślą:„OK, mam to” i idą dalej. Gdy już to zrobisz, powinno to umożliwić Ci wypróbowanie nowego pomysłu.
W swojej książce wspominasz, że aby skutecznie fotografować w czerni i bieli, musisz zacząć myśleć w czerni i bieli. Czy możesz to trochę rozwinąć?
Dla mnie czerń i biel abstrahują rzeczywistość. To sprawia, że jest to o jeden krok usunięte. Czerń i biel sprawiają, że bardziej chodzi o poczucie czegoś niż o fakt – o to, jak to było, a nie o to, jak wyglądało. Od razu wpadam w taki sposób myślenia.
Kiedy fotografujesz cyfrowo, ustawię aparat na JPEG + raw i ustawię aparat na tryb monochromatyczny, więc z tyłu aparatu widzę obraz czarno-biały. Nagrywam czarno-biały plik JPEG oraz surowy plik kolorowy. Czarno-biały JPEG jest dla mnie później małym odniesieniem, na przykład wtedy, gdy jestem w Lightroomie. Pomaga mi to zapamiętać, o co mi chodziło, i mogę później wykorzystać to do pracy z surowym plikiem. To wspaniała rzecz, że mogę to zrobić.
Digital to niesamowita platforma dla czerni i bieli. Daje to ogromne pole do interpretacji. Zawsze tworzyłem własnego czarno-białego księcia w ciemnym pokoju. Nigdy nie pozwalałem, żeby moi asystenci to robili. Według mnie mogę być znacznie lepszą drukarką cyfrową niż w ciemni. Mogę dokonać dokładniejszych korekt i je odwrócić. Jeśli chcę, mogę zinterpretować obraz na 50 różnych sposobów. To bardzo ekscytujące.
Czy kiedykolwiek wydawało Ci się, że wszystkie te opcje są przytłaczające?
Chodzi o to, aby mieć jasne poczucie tego, jaki chcesz uzyskać wynik. To jak posiadanie ogromnej skrzynki z narzędziami. Będziesz używać tylko tego narzędzia, którego potrzebujesz. To nie jest coś w stylu:„Wow, mam te wszystkie narzędzia! Może po prostu ich wszystkich użyję!” Aby coś zbudować, używasz młotka, gdy potrzebujesz młotka i śrubokręta, gdy potrzebujesz śrubokręta. Nie używasz piły łańcuchowej tylko dlatego, że ją masz.
Czasami jednak ludzie dzierżą przysłowiową fotograficzną piłę łańcuchową
To może być prawda. Zwykle myślę o tym jak o cyfrowej ciemni, więc nie mam skłonności do wykonywania wszelkiego rodzaju szalonych ruchów.
Na poczcie pracują fantastyczni ludzie, ale ja wolę robić to sama, nie dlatego, że jestem od nich lepsza, ale dlatego, że podejmę decyzje, o które nigdy bym ich nie prosiła. Być może nigdy o nich nie pomyślę. Będę tam pracować nad zdjęciem i pomyślę:„Hmm, zastanawiam się, co by się stało, gdybym zrobił to czy tamto”. Sama odkrywam to wszystko i to jest bardzo ekscytujące.
Ile filmów teraz kręcisz?
Zero. Dosłownie przestałem robić około 2005 lub 2006 roku. Podjąłem świadomą decyzję o odłożeniu wszystkich moich dużych aparatów do szafy. Założyłam spinacz do bielizny na nos i zanurzyłam się w cyfrowy świat. Pomyślałem:„Muszę dać temu rok”. Myślałem, że technologia cyfrowa będzie jak przemijające zaklęcie złej pogody, które minie. Postanowiłem jednak poświęcić rok, aby naprawdę spróbować to zaakceptować. Naprawdę nie oglądałem się wstecz.
Czy w ogóle za tym tęsknisz?
Bardzo tęsknię za starymi aparatami i na pewno będę do nich wracać. Tęsknię za procesem pracy z dużymi aparatami, ale jeśli chodzi o faktyczne rezultaty zdjęć, jestem bardzo zadowolony z rezultatów, które uzyskuję cyfrowo.
Nie spodziewałem się, że znajdę się na samym dole naprawdę stromej krzywej uczenia się. Ale kiedy już sobie z tym poradziłem, pokochałem to.
Czy fotografujesz średnioformatowymi cyfrowymi lustrzankami cyfrowymi czy standardowymi lustrzankami cyfrowymi?
Strzelam z obu. Większość zdjęć wykonuję aparatem Canon 5D Mark III. Mam starszego Hasselblada H1 z tyłem typu Leaf i używam go do niektórych prac portretowych, które wykonuję. Jednak w przypadku Canona jakość jest tak dobra i tak wszechstronna. Ponadto jednym z powodów, dla których wiele lat temu przeszedłem na firmę Canon, był fakt, że mają oni wszystkie obiektywy z funkcją tilt-shift, które zapewniają mi dużą kontrolę, jaką miałem w przypadku aparatów wielkoformatowych.
Jak często używasz soczewek typu tilt-shift?
Gdy fotografuję aparatem Canon, biorę ze sobą po prostu obiektywy typu tilt-shift. Wezmę 24 mm, 45 mm i 90 mm tilt-shift i to wszystko. Nie zabieram ze sobą szybkich obiektywów ani obiektywów zmiennoogniskowych. Pracuję z nim na statywie za pomocą zwalniacza kablowego. Robiąc portrety, czuję się tak, jakbym używał aparatu wielkoformatowego. Nie mam aparatu przyciśniętego do oka. Stoję obok kamery i rozmawiam z tą osobą.
Wygląda na to, że coraz mniej fotografów portretowych korzysta ze statywów. Co takiego jest w tej konfiguracji, że tak bardzo Ci się podoba?
Jest mnóstwo powodów. Lubię stać obok aparatu, żeby móc z nim porozmawiać, ale jest też kwestia ostrości i zapobiegania drganiom aparatu. Aparat może fotografować z wyższą czułością ISO, ale prawie nigdy nie fotografuję niczego powyżej natywnej czułości ISO. Chodzi o jakość obrazu.
Chodzi także o kompozycję. Często wykonuję portrety, wybierając kadr i umieszczając w nim obiekt. Wiele rzeczy, które ludzie uważają za portrety, nie jest portretami. To nie jest jak fotografowanie płótna przy użyciu obiektywu 180 mm. To nie jest portret. To zdjęcie osoby, ale nie portret.
Portret jest dla mnie o wiele bardziej przemyślany i oparty na współpracy. Właściwie to bardzo dokładnie wymyślam kadr na statywie, a potem pojawia się obiekt i staje się częścią tego kadru, który już istnieje.
Jest wspaniały fotograf Sam Abell, który często fotografuje dla National Geographic i jego mantra brzmi:„utwórz i czekaj”. Właściwie znajduje swoją ramę i czeka, aż coś się w niej wydarzy. Próbuję na tym bazować. Moją mantrą jest coś w rodzaju:„twórz i spraw, żeby wszystko się działo”. [śmiech]
Jeśli usuniesz obiekt z portretu – jeśli położysz na nim kciuk – czy nadal będzie tam interesujące zdjęcie? A w przypadku moich zdjęć nie zawsze tak jest, ale w dużej mierze nadal byłoby ciekawie je oglądać. To ważny powód dla statywu.
Jak już zrobisz wszystkie zdjęcia, jak wybierasz najlepsze?
Przechodzę kilka rund. Najpierw przechodzę i znokautuję tych złych. Potem zawężam listę do tych lepszych. Zwykle ten najlepszy pojawia się dość szybko. Zazwyczaj można to stwierdzić od razu. Są najlepsze momenty i wyrażenia, które zapamiętam z czasów, gdy kręciłem. Zobaczę, jak wyskakuje na komputerze i pomyślę:„Tak, to ten”.
Jak myślisz, jak zalew zdjęć, które widzimy na przykład na Instagramie, wpłynął na fotografię jako całość?
Myślę, że ludzie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej interesują się robieniem zdjęć i to dobrze. Myślę, że to było świetne wyrównanie. Jeśli facet wychodzi i kupuje skrzypce, jest po prostu facetem ze skrzypcami. Facet kupuje aparat i jest fotografem. Teraz jest jeszcze bardziej. Kupić aparat to jedno, ale telefon ma każdy. W pewnym sensie teraz każdy jest fotografem.
Umożliwiło to wielu osobom tworzenie zdjęć i udostępnianie ich, co moim zdaniem jest ekscytujące. Jest mnóstwo badziewia, ale myślę, że ludzie są bardziej uzdolnieni wzrokowo niż kiedykolwiek wcześniej. Im więcej osób interesuje się obrazami i robieniem zdjęć, tym bardziej wrażliwa jest opinia publiczna i myślę, że to świetnie.
Jak to wpływa na rolę profesjonalnego fotografa?
Myślę, że jest to świetne rozwiązanie dla profesjonalistów, ponieważ motywuje nas do robienia coraz ciekawszych rzeczy. Ante zostało podniesione i myślę, że to dobrze.
Czy jest ktoś, kogo chciałbyś sfotografować, ale jeszcze nie udało ci się tego zrobić?
Teraz byłby to prezydent. Nie miałam okazji sfotografować Obamy, a chciałabym to zrobić.
Czy masz już pomysł na sesję?
Oczywiście! Mam prawdopodobnie 17 pomysłów [śmiech]. Może więcej!
Bruce’a Springsteena
Bruce'a Springsteena
Muhammada Alego
Muhammad Ali
Liama Neesona
Liama Neesona
Hugh Granta
Hugh Granta
Joyce Carol Oates
Joyce Carol Oates
Neila Armstronga
Neila Armstronga