Susan Stripling Brooklyn, Nowy Jork susanstripling.com Kiedy była dyrektor teatru Susan Stripling po raz pierwszy zajęła się fotografią ślubną, była niespokojna. „Ja...
| Opublikowano 3 maja 2012 r. o 23:07 EDT

Po całodniowym deszczu panna młoda i druhny trzymają suknie nad ziemią. © Susan Stripling
„Dziewczyny-kwiaciarki pozowały do aparatu. Dlatego je ignorowałam, dopóki nie zaczęły znowu zachowywać się naturalnie” – mówi Stripling. © Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling
© Susan Stripling Susan Stripling Brooklyn, Nowy Jork susanstripling.com
Kiedy była dyrektor teatru Susan Stripling po raz pierwszy zajęła się fotografią ślubną, była niespokojna. „Myślałam, że marnuję studia” – wspomina. „Wtedy zdałem sobie sprawę, że wszystko, czego nauczyłem się na studiach, przygotowało mnie na to — nie tylko kwestie techniczne, takie jak zawieszanie oświetlenia teatralnego, ale także umiejętność przewidywania momentów. Spędziłem cztery lata, ucząc się, jak tworzyć chwile, więc czuję się lepiej przygotowany na to, że zobaczę je rozwijające się przede mną, gdy będą prawdziwe”.
Zanim dowiedziała się, że chce zostać fotografem ślubnym, Stripling wykonała zdjęcie ślubne w ramach przysługi dla przyjaciela, którego nie było stać na zatrudnienie profesjonalisty. Kiedy ludzie zobaczyli jej zdjęcia, zaczęli dzwonić do niej do pracy. „Zawsze myślałem, że kariera fotografa musi być sztywna i nudna. Myślałam, że trzeba mieć pracownię i pozować dzieci z króliczkami na Wielkanoc”. Fotografując kolejne wesela, uświadomiła sobie, że świetnie się bawi i zarabia za to.
Stripling polega na swojej klienteli, która zapewnia ciekawe scenariusze i nieskończenie różnorodną obsadę postaci. Targ ślubny w Filadelfii–Nowym Jorku, na którym pracuje, to plus:„Pójdę na wesele, na które wydaję 90 procent ich budżetu, a oni biorą ślub na podwórku rodziców” – mówi. „W następnym tygodniu moje wynagrodzenie wynosi tyle, ile kosztuje tort, i jest to 15-godzinne wydarzenie z 10 różnymi ceremoniami religijnymi”.
„Chcę, żeby ludzie oglądali swoje zdjęcia i pamiętali, jacy byli szczęśliwi, aby pamiętali chwile, które wydarzyły się bez podpowiedzi” – mówi Stripling. „Nie chcę, żeby czuli się, jakby cały dzień był sesją zdjęciową. Chcę, żeby ludzie czuli, że to był ich dzień. Dla mnie najlepszym komplementem jest to, gdy ktoś spojrzy na zdjęcie i powie:„O mój Boże, nie miałem pojęcia, że tu jesteś!””.