W epoce przesiąkniętej selfie sztuka autoportretu może w najlepszym wypadku wydawać się rozmyta, a w najgorszym pobłażaniem próżności. Jednak dla mieszkającej na Florydzie kreatywnej Chinelle Rojas była to droga do zaakceptowania swojej tożsamości i celebrowania tego, kim jest. Jej cykl autoportretów Moje czarne ja , to sposób, w jaki odzyskuje część siebie, która była od dawna ignorowana.
"Po prostu tak zostałam wychowana. Moi rodzice nigdy nie robili wielkiego halo z powodu rasy, co, jak sądzę, w pewnym sensie mi przeszkadzało. Przytrafiały mi się różne rzeczy, różne mikroagresje i tym podobne. Nie umiałam dodać dwóch do dwóch, dopóki nie stałam się dorosła, patrząc wstecz i mówiąc:"Trzymaj się. To nie było w porządku." [Tytuł Moje czarne ja ] nie przyszło, dopóki nie dotarłam do takiego momentu w życiu, w którym zaakceptowałam swoją czarność” – wyjaśnia.
W przypadku Rojasa projekt i proces wykraczają poza selfie. Każde ujęcie jest szczegółowo zaplanowane i czasami wcześniej szkicowane. Chinelle Rojas Powiązane:Najlepszy obiektyw firmy Nikon do fotografii portretowej
Przyjęcie swojej tożsamości
Urodzona w karaibskim państwie Trynidad i Tobago, Rojas spędziła dzieciństwo w Niemczech i na Florydzie.
„Będąc Karaibami, nie dorastałam i nie identyfikowałam się jako Czarna” – mówi. „Wiem, że to bardzo dziwne, bo najwyraźniej jestem czarny, ale nie dorastałem, identyfikując się jako czarny. Później, gdy byłem dorosły, zacząłem akceptować fakt… Kiedy Ameryka mnie widzi, jestem czarny, więc jestem czarny, ale z Trynidadu, jeśli chcesz być konkretny”.
Moje czarne ja była publiczną deklaracją zaakceptowania tego, kim jest i tego, jak inni mogą ją postrzegać. Rojas, która od początku swojej kariery niemal 10 lat temu zajmowała się autoportretem, pod koniec 2019 roku oficjalnie uruchomiła konto na Instagramie dla serialu, co zbiegło się w czasie z ponownym przyjęciem jej tożsamości:cała rodzina przeprowadziła się do Trynidadu, gdzie Rojas obficie tworzyła.
„Po prostu łatwiej mi dostrzec, że jestem Czarna i Karaibska, Karaibska i Czarna” – mówi. „Jestem Afro-Karaibczykiem i to tylko jeszcze bardziej mi to przypomniało.”
Moje czarne ja to celebracja i deklaracja tożsamości Rojasa. Chinelle Rojas Powiązane:Najlepsze obiektywy portretowe Sony
Konfigurowanie ujęcia
Kiedy Rojas zaczyna wpadać na jakiś pomysł, jedną z pierwszych rzeczy, które zrobi, będzie sprawdzenie, czy inni stworzyli podobne prace. Choć utrzymuje, że jest wielką naśladowczynią, jeśli chodzi o sztukę, Rojas zdecydowanie chce być pierwsza.
„Nie lubię robić rzeczy, które inni już zrobili, więc to w pewnym sensie moja cecha. Jeśli nie widzę nikogo, kto to zrobił, pomyślę:„Świetnie. Zrób to teraz”. Jeśli zobaczę kogoś, kto to zrobił, zapamiętam, jak tego nie robić” – wyjaśnia. „W tym sensie wolę być pionierem. Jeśli chodzi o moją sztukę i tym podobne, staram się oddzielać siebie, wyróżniać się i robić coś, czego inni nie robią, przynajmniej jeszcze nie.”
W zależności od tego, jak skomplikowany jest pomysł, szkicuje go, czasem bardzo szczegółowo, przed zrobieniem zdjęcia i utworzeniem ostatecznego obrazu w Photoshopie. I to jest jej rada dla innych twórców, którzy chcą zanurzyć się w autoportrecie. Miej plan. Ułatwi to proces, a nawet zaoszczędzi sporo frustracji.
"To niesamowite, jak odrobina planowania może zdziałać w procesie tworzenia autoportretu. Jeśli wiesz, w co się ubierzesz, wiesz, jak będziesz mieć makijaż, jak będziesz mieć fryzurę, jakie będą warunki oświetleniowe, jak ogólnie ustawisz ujęcie, dzięki temu proces robienia zdjęcia przebiega o wiele płynniej, ponieważ wiesz już, co musisz zrobić. Nie będzie to zbyt częste powtarzanie:„Och, nie wiem. Will” to działa? Nie wiem” – radzi Rojas.
Jeśli chodzi o faktyczne wykonanie zdjęcia, jest to tajemnica poliszynela. Pomysł ambasadorki Fujifilm polega na użyciu interwałometru w jej Fujifilm X-T4 z aparatem ustawionym na wykonywanie zdjęć seryjnych w jednosekundowych odstępach. W ten sposób nie jest ograniczona ostateczną liczbą zdjęć i może dostosować czas każdego z nich. Za pomocą odchylanego ekranu aparatu może komponować i rejestrować zdjęcia w czasie rzeczywistym.
Aby zrobić to zdjęcie, Rojas wspiął się na dach z zawiązanymi oczami. Oznacza podjęcie skoku wiary. Chinelle Rojas Jej proces redagowania
Po przejrzeniu setek zdjęć Rojas pobiera swoje ulubione do Lightrooma w celu przeprowadzenia podstawowych edycji i retuszu przy użyciu własnych ustawień wstępnych. Nie przywiązuje się jednak do określonego stylu.
„Zawsze zależy to od mojego nastroju, bo mogę powiedzieć:«to będzie wyglądać naprawdę fajnie, naprawdę retro», a w przeciwnym razie pomyślę:«Potrzebuję czystości, wyrazistości lub ciemności, nastrojowo lub superjasno». To naprawdę zależy tylko od faktycznego nastroju, jaki chcę osiągnąć podczas autoportretu – nie ma ograniczeń. Nie muszę trzymać się konkretnego tematu tylko dlatego, że wszyscy to wiedzą”.
Dla tych, którzy chcą spróbować
Fotografowie zainteresowani wypróbowaniem autoportretu (a nie tylko selfie) mogą wziąć stronę od Rojasa. Jej najważniejsza rada? Nie ograniczaj się. Na początku procesu uczenia się fotografom często mówi się, że muszą znaleźć swój styl i najważniejsza jest konsekwencja. W przypadku Rojasa nie zawsze tak jest – i nie musi tak być również w przypadku innych osób.
„Kiedy ludzie myślą o autoportretach, częściej kierują się w stronę telefonów i selfie” – mówi. "Selfie to nie autoportret; są bardzo różne. Chcę tylko, żeby ludzie wiedzieli, że mogą to zrobić, a moje portfolio to autoportret, pokazuje ludziom, że nie musisz ograniczać się do określonego stylu."
Nieudany autoportret:Rojas wspomina, że podczas robienia tego zdjęcia przeżyła straszny moment. Chinelle Rojas Najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiła
Wspinaczka na dach, podwodne zaplątanie – czasem ujęcie wykracza poza możliwości Photoshopa, a Rojasowi nieobce są skrajności.
W jednym przypadku wspięła się na dach domu swojego ojca w Puerto Rico, próbując uchwycić autoportret w cieniu, który miał reprezentować skok wiary, jakiego podjęła, przenosząc się z rodziną do Trynidadu, a następnie do Portoryko.
„Próbowałam zrobić ten skok wiary i po prostu zrobić to, co trudne, i to jest coś, co zrobiliśmy, kiedy przeprowadziliśmy się z Trynidadu do Portoryko, po prostu próbując tego, co najtrudniejsze” – wspomina. „Miałem taką wizję, ale wejście na dach było dla mnie całkowicie przerażające.”
Ale lęk wysokości to nie jedyna rzecz, której dokonał Rojas – i to blednie w porównaniu z inną sesją zdjęciową, która mogła być zabójcza.
Uzbrojona w wizję, akwarium, wirującą żółtą sukienkę i pomoc klienta podjęła próbę wykonania podwodnego portretu w jednym ze słynnych źródeł na Florydzie. Daleko to było do planu, a wynik, choć nieziemski, nie zasługiwał na „otarcie się o śmiertelność”, według słów Rojasa. Choć będzie nadal dodawać kolejne elementy do serii, o ile czas i życie na to pozwolą, nie jest to zdjęcie, którego będzie próbowała ponownie.
„Wypłynęłam i robiłam to, ale kiedy byłam tam, próbując utrzymać się nad wodą, nieważne, kopię nogami, ale potem zaczęły mi się owinąć ta zwiewna sukienka pod wodą. W krótkiej chwili paniki poczułam, że umrę i utonę. Nie tak chcę umrzeć. Nie chcę być jedną z tych osób, które umierają, próbując zrobić sobie autoportret.”