Możemy uzyskiwać przychody z produktów dostępnych na tej stronie i uczestniczyć w programach partnerskich. Dowiedz się więcej ›
Jedną z najważniejszych wiadomości na targach Photokina 2014 jest premiera długo oczekiwanego aparatu Canon 7D Mark II. Używam oryginalnego 7D jako części mojego osobistego zestawu od 2009 roku, więc byłem bardzo zainteresowany wypróbowaniem jego kontynuacji. Model, którego użyłem, nie był ostateczny, więc nie mogę jeszcze podjąć żadnych decyzji co do jakości obrazu, ale dotychczasowe wrażenia z fotografowania zrobiły na mnie duże wrażenie.
Poczuj
Podnosząc aparat, wydaje się, że jest bardzo podobny do oryginalnego 7D. Korpus ze stopu magnezu sprawia wrażenie nieco cięższego niż model 6D, który ze sobą zabrałem, ale sprawia też wrażenie naprawdę solidnego. Jednak według przedstawiciela firmy Canon korpus ze stopu magnezu jest również jednym z powodów braku Wi-Fi w aparacie. Sygnał ma trudności z przedostaniem się przez metalową obudowę. Na górze znajduje się plastikowa zatyczka, ale w tym miejscu znajduje się GPS, który, jak mówią, ludzie preferują. Osobiście wolę Wi-Fi, ale GPS ma sens w takim aparacie nastawionym na „przygody”.
Układ nie zmienił się zbytnio w stosunku do oryginału. Został zaktualizowany, aby bardziej przypominał obecną linię lustrzanek cyfrowych Canon. Nadal nie ma ekranu dotykowego, co wydaje się, że prawdopodobnie zrobiono to ze względu na trwałość.
Autofokus
Tutaj sytuacja robi się całkiem interesująca. Oryginalny 7D miał jeden z szybszych systemów AF w momencie premiery, a system 7D Mark II zdaje się go wysadzać w powietrze. Zawierają wiele funkcji dostępnych również w aparatach wyższej klasy, takich jak 5D Mark III i monstrualny 1D X.
W systemie menu możesz wybrać różne przypadki użycia systemu AF, który będzie działał inaczej w szybko zmieniających się sytuacjach. Jeśli chcesz ustawić go tak, aby nie był rozpraszany przez obiekty wlatujące do sceny, możesz to zrobić. Jeśli chcesz efektywniej panoramować bez szumiącego AF, również możesz to zrobić. Przyzwyczajenie się do tego wymaga trochę czasu, ale gdy już wiesz, do czego służą te tryby, mogą one być niezwykle przydatne.
Ze względu na czujnik przycięcia pokrycie punktu AF na czujniku jest znacznie bliżej krawędzi niż w modelu 5D Mark III. Punkty AF pokrywają zdecydowaną większość sceny, co daje mnóstwo świetnych opcji kompozycji. Nie jest tak szalony, jak coś w rodzaju nowego Samsunga NX1, który ma ponad 200 punktów AF z detekcją fazy, które w zasadzie sięgają do krawędzi ekranu, ale i tak jest bardzo dobry.
Dodali nowy przełącznik z tyłu aparatu, który pozwala szybko przełączać się między każdym z trybów ustawiania ostrości. Możesz użyć pojedynczego punktu lub zaznaczyć cały obszar i pozwolić, aby aparat wykonał za Ciebie całą pracę związaną z ustawianiem ostrości. Możesz wybierać zarówno małe grupy, jak i duże grupy pikseli. Szczerze mówiąc, nie byłem zbyt podekscytowany tą funkcją, gdy o niej usłyszałem – w końcu to tylko przełącznik – ale od razu stała się ona jedną z moich ulubionych funkcji aparatu. Posiadanie wszystkich tych opcji ustawiania ostrości w aparacie może być przytłaczające, ale dostępność ich jednym naciśnięciem przełącznika czyni je znacznie łatwiejszymi.
Śledzenie AF (mimo że były to jednostki beta) wydawało się doskonałe. Kręciliśmy ludzi skakających na bardzo fantazyjnej trampolinie, a cała uwaga skupiała się na tym, by ich złapać i nie puścić. Aparat może wykonywać zdjęcia seryjne z szybkością do 10 kl./s i mimo że gimnastyczki nawet nie stały w miejscu, nadal pozostawały niezwykle ostre, nawet gdy po prostu ustawiłem aparat w obszarze automatycznego AF i pozwoliłem, by to on decydował za mnie.
Korzystałem z obiektywu kitowego Canon 18–135 mm STM, który został zaprojektowany tak, aby bardzo dobrze współpracował z dwupikselowym AF w aparacie, więc przełączyłem się też trochę na podgląd na żywo, czego zazwyczaj nigdy nie robiłem w tej sytuacji.
Podobało mi się korzystanie z hybrydowego AF w modelu 70D, ale głównie korzystałem z ekranu dotykowego, aby pokazać mu, dokąd należy się udać. Bez ekranu dotykowego to zupełnie inne doświadczenie. Nadal zadziwiająco dobrze blokuje ostrość, ale trochę mnie rozpieszcza możliwość szturchania tam, gdzie chcę się skupić.
Ogólnie rzecz biorąc, aparat faktycznie przypomina mini wersję 1D X. Ciągle to słyszałem w pokoju prasowym i w większości wydaje się to prawdą. Liczba zdjęć seryjnych wynosząca 10 kl./s i szybki AF sprawią, że poczuję się bardzo pewnie podczas fotografowania wydarzeń sportowych.
Teraz pytanie brzmi, jak radzi sobie z obrazowaniem. Moim zdaniem oryginalny 7D nigdy nie był najlepszy, jeśli chodzi o hałas. Tak naprawdę nie stanowiło to problemu, ale na rynku istniały inne lustrzanki cyfrowe APS-C, które generowały mniej zaszumione obrazy. Teraz dodali do równania kilka megapikseli, ale połączyli to również z parą swoich najpotężniejszych procesorów obrazu, więc jestem bardzo ciekawy, jak będą wyglądać końcowe zdjęcia.
Miałem też okazję przetestować nowy obiektyw Canon 400 mm F/4 DO IS USM, ale nie miałem okazji nim fotografować. Dla niewtajemniczonych, DO oznacza optykę dyfrakcyjną, co oznacza inny sposób ułożenia szkła wewnątrz obiektywu. Rozszczepiając światło na jego kolorowe elementy, a następnie ponownie je skupiając przed trafieniem w matrycę, ma to wyeliminować aberrację chromatyczną, która powstaje w wyniku załamania światła o różnych długościach fal pod nieco innymi kątami.
Chociaż nie mogę dosłownie nic powiedzieć o jego działaniu, mogę powiedzieć, że to naprawdę coś, wziąć do ręki tak długi i tak masywny obiektyw, a ważący zaledwie 4,5 funta. Po pewnym czasie użytkowania wersji F/2.8 przyzwyczaiłem się do jej ogromnej wagi. W porównaniu z tym czułem się jak na wakacjach. Mamy nadzieję poddać go pełnemu testowi w przyszłości.
Będziemy na parkiecie przez cały tydzień, sprawdzając wszystkie nowe i niesamowite rzeczy, które Photokina 2014 ma do zaoferowania, więc bądź na bieżąco.