Neony South Beach tworzą wspaniałe zdjęcia
Autor:Piotr Kolonia | Opublikowano 21 czerwca 2016 r. o 19:55 EDT

South Beach (aka SoBe) i znajdująca się przy nim linia hoteli przy plaży były doskonałym tematem fotografii podróżniczej Gustina. „To była naprawdę ładna okolica z architekturą w stylu art déco, podkreśloną kolorowym neonem” – mówi. Gary'ego Gustina Aby poszerzyć swoje umiejętności fotograficzne, Gary Gustin zapisał się na warsztaty oświetleniowe Mentor Series Lighting Workshop, które odbyły się w lutym ubiegłego roku w Miami Beach. „Chciałem dowiedzieć się czegoś o korzystaniu z lampy błyskowej” – mówi emerytowany asystent lekarza z Largo na Florydzie. „Ponieważ fotografuję głównie krajobrazy i podróże, nie mam z nimi zbyt wiele pracy.”
Najważniejszej rzeczy, której nauczył się podczas trzydniowych warsztatów? Nawet złe oświetlenie może być dobre. „Zwykle nie chcesz robić zdjęć w jasnym południowym słońcu, ponieważ jest tam dość ostre oświetlenie” – mówi. „Ale jeśli dodasz lampę błyskową, oświetlenie nie będzie już tak ostre”. Ten błysk błysku dodaje szczegółów czarnym cieniom rzucanym przez słońce. A jeśli obiekt jest aktywny – Gustin fotografował zawodników siatkówki plażowej – funkcja szybkiej synchronizacji lampy błyskowej TTL zamrozi akcję przy krótkim czasie otwarcia migawki. „Dzięki odpowiedniemu narzędziu możesz zrobić dobre zdjęcia w złym świetle” – mówi.
Pierwszego dnia po zapadnięciu zmroku załoga udała się do słynnych hoteli w stylu art deco na Ocean Drive. Na potrzeby pokazanego tutaj zdjęcia Gustin znalazł dyskretne miejsce pomiędzy dwoma zaparkowanymi samochodami, aby ustawić statyw. „Dzięki statywowi mogłem zastosować czas ekspozycji 8 sekund i czułość ISO 100 [przy f/16], co oznaczało brak hałasu, brak jadących samochodów i turystów. Chociaż po przeciwległym chodniku spacerowało wiele osób, długi czas naświetlania spowodował, że były one niewidoczne. To samo zrobiło się z jadącymi samochodami. Jedyne, co widać, to smugi z przodu i z tyłu.”
A co z turystami po jego stronie ulicy? Byli przekonani, że strzelcy z warsztatu to paparazzi czekający, aż z limuzyny wyjdzie ktoś sławny. „Przyciągnęliśmy niezły tłum” – mówi Gustin z uśmiechem. „Nie chcieli odejść!”
Emeryt brał udział w sześciu wędrówkach z cyklu Mentor Series i ma nadzieję, że w przyszłości uda mu się dotrzeć do Serengeti. Fotografia z czarną etykietą